wtorek, 16 stycznia 2018

"Wszystkie pory uczuć. Zima" - Magdalena Majcher przedpremierowo

Magdalena Majcher, której książki mam przyjemność czytać zazwyczaj jeszcze przed premierą tym razem bardzo mnie zaskoczyła. Druga część cyklu "Wszystkie pory uczuć" jest diametralnie różna od pozostałych książek autorki. Jej styl i język ewoluowały i wskoczyły na wyższy poziom. Jest to nadal przyjemna lektura, którą czyta się z łatwością, jednak tematyka stała się bardzo trudna. 

"Zima" przedstawia historię Róży, opiekunki z domu dziecka, w którym wychowywała się Hania, bohaterka poprzedniego tomu. Róża poświeciła całe swoje życie dzieciom, nie stworzyła rodziny, ani nie była w związku, aż do momentu, w którym rozpoczyna się książka Magdaleny. Akcja ma początek iście baśniowy, nawiązując do klasyki Andersena autorka zabiera nas w śnieżną, mroźną zimę. Robi to na tyle sugestywnie, że nawet w szary dzień, dzięki jej opisowi przenosimy się do białego Sosnowca i uczestniczymy w nietypowym ślubie dwojga starszych ludzi. Młodzi państwo zaczynają wspólne życie zdecydowanie później niż wymagają tego społeczne oczekiwania. Jednak tak samo jak u ludzi dwudziestoletnich tak i u nich przychodzi czas na poznanie siebie, weryfikację oczekiwań oraz skonfrontowanie z korzeniami. I właśnie ten ostatni punkt Magdalena Majcher obrała za główny temat swojej powieści. Zabierając nas w przeszłość Róży stara się wyjaśnić jej samotność, obawy oraz niezrozumiałą dla otoczenia bliską, wręcz symbiotyczną relację z młodszą siostrą. 

Autorka stworzyła bardzo dobry portret psychologiczny bohaterki. Wciągnęła mnie w lojalnościową walkę między tym czego chce Róża, a tym o co proszą rodzice. Sprawiła, że targały mną sprzeczne emocje. A zakończeniem przekonała, że jeszcze nie jeden raz zaskoczy swoich czytelników.
Zaraz po lekturze napisałam na grupie Świat Książek Magdaleny Majcher, na którą swoją drogą serdecznie zapraszam (o tu: https://www.facebook.com/groups/1085818408196533/), że jeśli autorka cyklu "Wszystkie pory uczuć" będzie się nadal rozwijać w takim tempie, to inni pisarze niedługo będą mogli jej tylko zazdrościć. Po kilku dniach nie zmieniłam zdania i niech to zdanie będzie najlepszą rekomendacją tej powieści. 
Jutro premiera, zatem szukajcie na półkach. :)

wtorek, 19 grudnia 2017

"Lilka i spółka" oraz "Lilka i wielka afera" - Magdalena Witkiewicz

Magdalena Witkiewicz znana i kochana przez dorosłe czytelniczki napisała już jakiś czas temu książki dla dzieci. Książki przyjęte dobrze, a nawet bardzo dobrze. Kiedy nakład został wyczerpany, a kolejne czytelniczki zaczęły szukać Lilek gdzie tylko się da, autorka postanowiła wznowić serię. 
Drugiego wydania podjęło się wydawnictwo Od Deski Do Deski. I tym sposobem po 4 latach od daty premiery, kolejny raz na półkach księgarń w całym kraju możemy spotkać Lilkę i jej zwariowaną rodzinkę. 
Byłam bardzo ciekawa dziecięcego oblicza Magdaleny Witkiewicz. Przeczytałam w ekspresowym tempie i przyznam szczerze, bardzo mi się podobało. Nie tylko mnie! Mój trzy i pół letni syn też słuchał z zaciekawieniem. Zabawne przygody bohaterów wciągnęły nas na kilkanaście wieczorów. (Jednak 3 latek nie wytrzyma kilku godzin nieustannego czytania;)) 

Już od pierwszej strony polubiliśmy się z bohaterką. Zwłaszcza, że mieszka w Gdańsku na Przymorzu, niedaleko falowca. Jesienią byliśmy tam na wakacjach i jesteśmy zakochani w tej okolicy. (P.S. Raduś od razu się zorientował, że zna to miejsce - Brawo mama nauczycielka :D). 
Nie sposób zapomnieć o kotach, ileż śmiechu było przy samym poznaniu ich imion. 
Nas Lilki urzekły, jednak nie byłabym sobą gdybym nie sprawdziła, czy inni też będą zachwyceni. Książki powędrowały zatem do czytelniczej 10- letniej znawczyni literatury dziecięcej, czytającej w każdej wolnej chwili. 
Po czterech dniach dostałam zestaw ze słowami: Dzięki. Super!
Zatem nie mogę powiedzieć nic innego tylko POLECAM! I dla tych lubiących czytać i dla tych opornych, żeby się przekonali, że książki mogą być przyjemne i zabawne. Na prezent pod choinę Lilka będzie w sam raz.



czwartek, 7 grudnia 2017

"Apteka marzeń" - Natasza Socha


Z książkami Nataszy Sochy jest u mnie tak, że czytam zaraz po premierze i choćbym w tym czasie czytała najlepszą historię innego autora, porzucam ją dla Nataszy. Czekam na każdą nową powieść jak pustynia na deszcz, zatem uznałam, że moja opinia może być nieobiektywna. Z tego też powodu postanowiłam odczekać dłużej niż pierwszy zachwyt. Podsunąć książkę pod nos innym domownikom i wybadać reakcje. Czekanie to sprawiło, że w tak zwanym międzyczasie autorka wydała kolejną książkę, którą notabene już też przeczytałam. Moje przeciąganie czasu pisania recenzji „Apteki marzeń” niewiele dało. Nadal jestem pod ogromnym wrażeniem.  
Temat nowotworów u dzieci wzbudza zawsze ogromne emocje i wiele dyskusji. Nieodłącznym pytaniem, które pojawia się zawsze jest DLACZEGO? Dlaczego akurat to dziecko? Dlaczego w ogóle dziecko? Dlaczego musi tak cierpieć? Dlaczego nie ma lekarstwa, a może jest, ale nie działa tak jak powinno? Pytania się mnożą, a odpowiedzi wręcz przeciwnie.

Szczerze mówiąc, kiedy przeczytałam zapowiedź książki trochę się obawiałam. Pisarka wybrała temat trudny i niesprzedający się, bo kto chce czytać o chorych dzieciach? Mój niepokój był związany z tym, że autorka odejdzie od swojego stylu i tym samym nie będzie już nie do podrobienia. Teraz wiem, że moje obawy były bezpodstawne. Natasza Socha była, jest i będzie nie do podrobienia. „Apteką marzeń” pokazała, że o nowotworach dziecięcych można pisać bez rozrzewnienia i przesadnej czułostkowości. Potrafiła z typowym dla siebie poczuciem humoru i inteligencją pokazać, że życie dzieci dotkniętych chorobą to nie tylko szpital i leczenie. Umiejętnie przemyciła radość codzienności, małe sukcesy oraz wielkie wygrane. Przedstawiła rodziców, którzy toczą walkę ze swoimi słabościami grając w najtrudniejszej sztuce swojego życia. Pozorują każdy dzień tak, aby dzieci nie widziały ich strachu i łez. A najważniejszym jest to, że stworzyła Karolinę, która była nadzieją samą w sobie. Dorosłą nastolatkę, która swoją siłą, determinacją, wiarą i mądrością mogłaby obdarować kilku dorosłych.
Książka inspirowana autentyczną historią Oli, promująca Drużynę Szpiku, która walczy o to, aby jak najwięcej osób zarejestrowało się jako dawca, jest wołaniem o empatię. Jest zachętą do zobaczenia „onkoludów” wokół nas i udzielenia pomocy. Rejestracja w bazie dawców, to tylko 5 prostych kroków, a czyjeś życie może wrócić na zwykłe tory. Jeśli jeszcze nie jesteście w bazie zajrzyjcie tu: http://darszpiku.pl/ds_wordpres/zostan-dawca/.


„Apteka marzeń” to powieść inna niż dotychczasowe książki autorki, a jednocześnie mająca tak jak poprzednie ogromny ładunek inteligencji i inspiracji. Natasza Socha ma niebywałą umiejętność pisania. Każda jej książka jest moją ulubioną, aż do kolejnej, która też staje się ulubioną. Nie wiem jak ona to robi, ale dla mnie zawsze będzie NIE DO PODROBIENIA!

wtorek, 21 listopada 2017

"Dar morza" i "Dobroć nieznajomych" - spotkania dyskusyjnego klubu książki


Tego jeszcze nie było, żebym była 3 relacje do tyłu. Generalnie mam mnóstwo blogowych zaległości. Składa się na to wiele czynników i póki co nic nie mogę na to poradzić, poza tym, że postaram się teraz troszkę nadrobić. Zatem dziś telegraficzny skrót i relacja dwa w jednym, prawie jak szampon z odżywką. :)

Od mojego ostatniego sprawozdania minęło sporo czasu i odbyły się już 3 spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki Kobiet z Podbeskidzia. Wbrew temu co mówi się w internecie, to że nas nie ma wirtualnie, wcale nie oznacza, że nic się nie dzieje i nie istniejemy. Wręcz przeciwnie, mamy się dobrze i dzieje się dużo. Czytamy, dyskutujemy, spotykamy się, robimy sesje i tak co miesiąc. 









We wrześniu tematyka oscylowała wokół realności wydarzeń w czytanych przez nas powieściach. Byłyśmy zgodne co do tego, że tym razem autorka trochę za bardzo popłynęła w swojej opowieści. Dyskusja zeszła na takie tory dzięki książce Diane Chamberlain "Dar morza", która nie tylko mnie wydała się zbyt serialowa i przerysowana. Wrześniowe spotkanie odbyło się w scenerii Ogrodów Pudełko w Pisarzowicach. Plaża i statek idealnie wpasowały się w tematykę książki, natomiast wnętrza stylowej kawiarni były wymarzonym tłem do przeczytania fragmentu powieści. Frekwencja wrześniowego spotkania nie była zbyt wysoka, jednak pożegnanie lata w wykonaniu naszego klubu  uważam za bardzo udane. 


Kolejna pora roku rozbłysnęła feerią barw na październikowym spotkaniu. Ambitne plany sesji w plenerze pokrzyżowała nam rozkapryszona pogoda - silny wiatr i przelotne opady deszczu. Dla nas jednak nie ma rzeczy niemożliwych. Restauracja "Kogut i kurka" w Goczałkowicach Zdroju nabrała jesiennych kolorów dzięki przyniesionym liściom. 

Liść był najważniejszym elementem sesji inspirowanej książką "Dobroć nieznajomych". To była do tej pory najtrudniejsza dla nas lektura. Wiele z nas w ogóle przez nią nie przebrnęło. Przyznam szczerze, że ja też nie byłam w stanie jej czytać i odpuściłam. Takie powieści pokazują, że nie każda książka nadaje się na spotkanie przy kawie. Są tematy których nie można po prostu przegadać i odhaczyć. Dzięki tej powieści wiemy, że na nasze spotkania  musimy zawsze dobrze przemyśleć dobór lektury. 




wtorek, 24 października 2017

"Nie czas na pożegnanie" - Agnieszka Walczak-Chojecka


Dwa poprzednie tomy Sagi Bałkańskiej połknęłam jeden po drugim, zatem na trzeci tom musiałam trochę poczekać. Nie ukrywam, że z niemałą ciekawością śledziłam wszystkie wzmianki autorki o najnowszym tomie, a kiedy okazało się, że został do mnie wysłany to niemal skakałam z radości. Niestety wyjazd z dziećmi i przebywanie poza miejscem zamieszkania sprawiły, że przeczytałam "Nie czas na pożegnanie" dużo po premierze. Z recenzji przewijających się w sieci wiedziałam, że czeka mnie niesamowita lektura. Przede mną książkę porwała mi mama i babcia i obie skwitowały: Wspaniała! Mój apetyt na zatopienie się w historii Jasminy i Dragana został zatem zaostrzony do maksimum. 
Już po pierwszych akapitach wiedziałam, że czaka mnie podróż pełna emocji i wzruszeń. Autorka potrafi budować napięcie i tworzyć zaskakujące zwroty akcji. Sprawia, że chce się czytać coraz szybciej, aby czym prędzej dotrzeć do rozwiązania zagmatwanych losów bohaterów.  Ostatni tom jest karuzelą uczuć, emocji i wydarzeń. Życiowa sinusoida zdarzeń, raz radość, po chwili smutek, czy nawet rozpacz. Huśtawka emocji jaką zafundowała czytelnikowi pisarka jest godna podziwu. Nieczęsto zdarza się, że powieść obyczajowa, z fantastycznie wprowadzonym wątkiem historycznym trzyma tak mocno w napięciu. Jestem po ogromnym wrażeniem umiejętności posługiwania się słowem przez Agnieszkę Walczak-Chojecką. 


Stworzyła bohaterów z krwi i kości, tak bliskich, że niemal namacalnych. Ich emocje były moimi emocjami, ich tragedie były moimi tragediami. Ich radość i niezłomna nadzieja sprawiły, że we mnie też kiełkowała ufność w lepsze jutro. 
Kiedyś przeczytałam słowa włoskiego reportażysty "Wojna nigdy nie kończy się dla tych co walczyli". Książka "Nie czas na pożegnanie" jest ukłonem w stronę wszystkich osób zaangażowanych w konflikt na Bałkanach. 
Autorka obiektywnie pokazuje zaangażowane strony, stara się nie oceniać, podaje fakty nie budując barykady. Pokazuje, że ucierpieli wszyscy, niezależnie od narodowości, stopnia zaangażowania w konflikt, wieku czy wyznania. Wojna dotyka każdego i na każdym pozostawia swój ślad. Saga Bałkańska jest pięknym ukłonem w stronę naszych południowych sąsiadów i ich trudnej historii, ukłonem w stronę wszystkich tych, którzy ucierpieli, ale także ukłonem dla siły miłości, która potrafi pokonać niemożliwe. 
Polecam z całego serca, wszystkim, bo wierzę, że się nie zawiedziecie. 
Za możliwość przeczytania Sagi Bałkańskiej dziękuję autorce  i wydawnictwu Filia.

niedziela, 8 października 2017

"Nie proszę o miłość" - Danuta Awolusi - booktour

Powieść "Nie proszę o miłość" trafiła do mnie nieproszona. Zazwyczaj kiedy coś bardzo chcę przeczytać okazuje się, że książka do mnie trafia w jakiś "magiczny" sposób (mąż, zaprzyjaźniona autorka, wydawnictwo, koleżanka z literackiego świata, bądź mega promocja na Woblinku, lub w Arosie - czyż to nie magia? :D). Z tą pozycją było całkiem inaczej, bo kompletnie mnie nie interesowała. Jednak pewnego dnia zapukał listonosz i w kopercie zobaczyłam niedawną premierę wydawnictwa Pascal. Pomyślałam: No dobra, przeczytam. I przeczytałam, choć po pierwszych stronach chciałam rzucić w ciemny kąt. 

Autorka używa specyficznego języka i oswojenie się z nim zajęło mi trochę czasu. Od początkowych akapitów odczuwałam niepokój i niechęć do bohaterek. Niechęć stopniowo malała, jednak niepokój i niecierpliwość się wzmagały. Nie mogłam się doczekać końca. Mniej więcej w połowie książki poczułam się wciągnięta w historię Hani i Ewy i przyznam szczerze, że czytałam do późna w nocy, żeby poznać zakończenie, które nie wbiło mnie w fotel, jednak było całkiem niezłe. Autorka nie poszła na łatwiznę, skłoniła bohaterki i czytelnika do refleksji, za co wielkie brawa. 
Minęły już prawie dwa miesiące od zakończonej lektury, a ja nadal nie potrafię jednoznacznie stwierdzić czy ta książka bardziej mi się podobała, czy jednak jestem na nie. Mogę jedynie powiedzieć, że zawiera w sobie jakiś nieokreślony rodzaj niepokoju i niecierpliwości. 


Długo zastanawiałam się co z tym zrobić i wpadałam na pomysł, że jest to powieść o której muszę zebrać więcej opinii, zatem urządzam booktour. Zabawa polega na tym, że 6 osób przeczyta mój egzemplarz i zostawi w nim kilka słów dla autorki (potem jej go wyślemy :) ), każda osoba będzie miała na to 2 tygodnie. Drugim warunkiem jest umieszczenie krótkiej notki na temat książki na blogu, lubimyczytać.pl, czy nawet na swoim profilu Facebookowym. Udostępniając notkę na Facebooku oznaczamy autorkę Danuta Awolusi Pisze, wydawnictwo PASCAL oraz moją stronę Zapiski-fiszki jako organizatora booktouru. I najważniejsze zgłaszamy chęć przeczytania książki pod postem na Facebooku. Zaznaczam, że NIE TRZEBA mieć bloga, wystarczy notka na fejsie:) w środę 11 października wybiorę 6 osób i skontaktuję się z nimi w sprawie organizacji akcji. 
Zapraszam serdecznie. 

poniedziałek, 25 września 2017

"Wszystkie pory uczuć. Jesień" - Magdalena Majcher - recenzja przedpremierowa

Magdalena Majcher toruje sobie coraz szerszą drogę w świecie literatury kobiecej. Wraz z nadejściem nowej pory roku na półki księgarń wskakuje też jej najnowsze dziecko - powieść "Wszystkie pory uczuć. Jesień". Nie jest to bynajmniej saga, z czego bardzo się cieszę. Co prawda rynek kobiecy kocha sagi, jednak ja jestem już nimi lekko zmęczona. Wydawnictwo Pascal wraz z autorką postanowiło zaproponować czytelniczkom coś innego. Nie sagę, a cykl. Cykl wpisany w zmienność pór roku. Temat jest na tyle świeży, że byłam go bardzo ciekawa i nie ukrywam, że z ogromną niecierpliwością wyczekiwałam powieści. 
Historia Hani, która całe swoje małżeństwo żyje w trójkącie była wciągającą lekturą. Kobieta nieustanie porównywana z zmarłą pierwszą żoną zmaga się z bagażem pełnym kompleksów. Dodatkowo jej pochodzenie dokłada kamieni do ciężkiego już plecaka. 
Trudno było momentami zrozumieć Hanię i jej pokorę wobec jawnej dyskryminacji. Przychodziły jednak chwile, gdy miało się wrażenie, że ona sama prosi się o takie traktowanie. Przyznam szczerze, byłam zła na bohaterkę, i to nie raz. Byłam wściekła na jej męża i na otoczenie, które widziało, a nie reagowało. Jednak z drugiej strony wiem, że mnóstwo takich sytuacji zdarza się codziennie. Ktoś coś wie, ale nic nie mówi, bo przecież nie będzie się wtrącał. Takie to prawdziwie straszne i normalne zarazem. 
Powieść Magdaleny Majcher to nie tylko wątek małżeństwa, w którym trupy zaglądają z szafy. Jest to także historia zmagania z własnym pochodzeniem. Wnikliwa analiza psychiki dorosłego, który wychowywał się w domu dziecka. Brak wiary w siebie, niska samoocena, pakowanie się w raniące relacje, ciągłe poszukiwanie odpowiedzi na pytanie dlaczego, czy nieumiejętność zawalczenia o swoje to tylko część z problemów, z którymi borykają się takie osoby. Autorka umiejętnie wciągnęła w karty powieści szeroki wachlarz trudności dzieci z bidula. 
"Wszystkie pory uczuć. Jesień" to lektura na długi wieczór. Nie jest kolorowa, złota i radosna. Czuć w niej zapach suszonych liści i herbaty z imbirem, jednak pierwsze skrzypce gra słota. Krople deszczu uderzające o parapet okna idealnie wpasują się w melancholijny charakter powieści. Błyszczące kasztany, niosące ze sobą dobrą energię połóżcie w koszyku obok fotela, przygotujcie koc i czytajcie, bo warto. 
Pierwsza część cyklu to obiecujący początek interesującej wędrówki z autorką przez pory roku i uczucia. Czekam na kolejne pory roku i następne powieści. 

Za przedpremierową lekturę książki dziękuję autorce i wydawnictwu Pascal.